Egzystencjonalne powitanie

Witam serdecznie w mojej skromnej głowie.

Nazywam się Egzystencjonalna.

Oczywiście, że nie.

Na imię mi Joanna, ale ten przymiotnik idealnie pasuje do mojej osoby. Poza tym uwielbiam brzmienie słowa "EGZYSTENCJA". Coś pięknego.

W moim skromnym życiu ostatnio wszystko idzie źle. Pomijając zupełnie sytuację na świecie, o której wszyscy dobrze wiemy. Raczej nie zamierzam tu zupełnie poruszać tego tematu.

Znacie to uczycie, gdy wszystko WSZYSTKO się pieprzy, popadacie w skrajną depresję i jesteście pewni, że gorzej być nie może, więc idziecie odreagować na domówkę do ukochanego chłopaka, który jest jedyną ostają waszego życia, ale w trakcie wasz luby robi coś cholernie głupiego i się rozstajecie po trzech latach związku?
Nie? Za dużo szczegółów? Przepraszam, ale to moje życie.

W tamtym momencie poczułam, że on był ostatnią liną, która trzymała mnie i całe gówno mojego życia na powierzchni, lecz ta (jak sądziłam) nierozerwalna lina po prostu sobie pękła. Ja, a raczej resztki mojego życiowego bagna długo leciały w otchłań. Po miesiącu się rozbiłam o dno. Dosłownie i w przenośni. Kojarzycie ten moment, gdy rozbijecie szklankę? Zwykłą szklaną szklankę, najlepiej starą, one zawsze rozbijają się w drobny mak. Chyba wszyscy dobrze wiemy, że taka szklanka rozsypuje się totalnie wszędzie, cała kuchnia w szkle. Oczywiście przeklinanko na początek. Później zaczynamy zamiatać i wyrzucamy pokruszone szkło, ale jeśli ktoś z was kiedyś serio rozbił szklankę w taki sposób o jakim piszę, wie, że resztki tej durnej szklanki, później znajduje się w najdziwniejszych zakamarkach kuchni jeszcze przez długi czas. Wymyśliłam to porównanie dwa miesiące temu i byłam z siebie super dumna. Ja, w tym wszechświecie rozbitej szklanki, oczywiście jestem szklanką, ale dopiero w fazie przeklinania. Jak bardzo kreatywnie twierdziłam, mnie nikt jeszcze nawet nie pozamiatał na kupę. Brzmi to depresyjnie, więc jeśli lubicie takie klimaty to możecie się zadomowić. Jestem chodzącym stanem depresyjnym. Wcale tu nie próbuję się nabijać z poważnej choroby, moja psycholożka jako tako depresji u mnie nie stwierdziła, ale zdążyłyśmy się spotkać tylko dwa razy przed kwarantanną, a niewiele mówiłam na tych spotkaniach. Jednak ja wiem, że choruje na depresję, trochę przykre, że teraz we współczesnym świecie, gdy powiesz przyjaciółce, że nie chce ci się żyć i rozważasz skok z okna ona się zaśmieje i powie, że też tak ma. Nie znoszę współczesnej znieczulicy. To jest choroba naszych czasów. Cały czas się zastanawiam, jakie miny mieliby moi pseudo znajomi, gdyby znaleźli mnie roztrzaskaną na chodniku.

Pewnie zdążyliście już zauważyć, że jestem atencyjna. To prawda. Nie lubię jak ktoś mnie lekceważy, nie próbuje zrozumieć, a najbardziej nie znoszę, gdy widzę, że ktoś ma mnie dość, ale nie usłyszę tego z jego ust. Ja jestem dość bezpośrednią osobą, gdy za kimś nie przepadam to z nim nie rozmawiam.

Tak, jestem samotna. Rozgryźliście mnie. Wszystkich ostatnio denerwuję moim depresyjnym nastrojem, znajomi raczej się nie kontaktują. Najgorsze jest to, że ich rozumiem. Jestem nieznośna. W kółko narzekam, wymyślam nowe błędy, nic nie robię, ale na prawdę  nie chcę mi się ostatnio żyć. Nie mam na to siły.

Nonstop wszystkie dobre duszyczki radzą mi, żebym się czymś zajęła. Postanowiłam, że nie będę aż tak cholernie oporna i po dwóch miesiącach postanowiłam czymś się zająć.

Tak, na wasze nieszczęście zostaliście moim "CZYMŚ"

Uciekajcie póki możecie!

To miał być tylko krótki powitalny post, ale egzystencjonalne opisy są czymś co uwielbiam.

~Egzystencjonalna

Komentarze